18 listopada 2014

Rozdział XXIII Fałszywy przyjaciel

Lepszej pogody już być nie mogło. Stałem nieruchomo pośrodku wioski. Śnieg od dawna już nie sypał, a słońce grzało. Co prawda upału nie było, ale piętnaście stopni dawało wystarczająco dużo ciepła. Rozłożyłem ręce i głęboko odetchnąłem czystym powietrzem.


- Jack!- Usłyszałem za sobą głos mojej siostry.
- Co tam Emma? - spytałem, odwracając się w jej stronę i w tym momencie oberwałem śnieżką. Postąpiłem parę kroków do tyłu i potykając się o własne nogi, upadłem na ziemię. Pokręciłem głową i starłem z twarzy resztki śniegu. - Dzięki - mruknąłem niezadowolony, spoglądając na młodą.
- Bawimy się w chowanego! - zawołała entuzjastycznie, nie zważając na mnie. Zawsze zastanawiało mnie skąd ona miała tyle energii w sobie.
- Zgoda - odparłem, zaczynając się śmiać. W sumie nawet nie wiedziałem czemu. Wstałem, otrzepałem ubrania, a dziewczynka pociągnęła mnie w stronę najbliższego drzewa czyli ogromnego dębu.
- Zakryj oczy i nie waż się podglądać! - poleciła mi Emma, grożąc palcem. W jej wykonaniu wyglądało to komicznie. Przytaknąłem, po czym oparłem się o drzewo, wykonując polecenia siostry. Nim zacząłem liczyć, usłyszałem jej pośpieszne kroki. Na moją twarz wkradł się delikatny uśmiech.
- Trzy, dwa, jeden... szukam! - zawołałem na tyle głośno, aby mieć pewność, że młoda mnie usłyszy. Odsunąłem się od dębu i uważnie rozejrzałem się wokół. Szybko mą uwagę przykuł rąbek spódnicy, wystający zza jednego z domów. Byłem pewny do kogo on należy. Znów uśmiechnąłem się pod nosem, jednak chciałem się jeszcze nieco podroczyć z Emmą. Nie byłbym sobą, gdybym tak nie zrobił.
- Ciekawe gdzie schowała się moja ukochana i najmądrzejsza na świecie siostra! - zawołałem, postępując krok naprzód.
- Hej Jackie!
Wzdrygnąłem się nagle, słysząc znienawidzone przeze mnie przezwisko, które było zdrobnieniem mojego imienia.
- Tak...? - odwróciłem się na pięcie, próbując zachować spokój. Przed sobą ujrzałem rodzeństwo. Blondwłosa Silla oraz Kay, jej brat o ciemnobrązowych włosach.
- Pobawisz się z nami? - zagadnęli jednocześnie. Niezbyt podobał mi się ten pomysł. Chciałem szybko znaleźć siostrę, a później niepostrzeżenie gdzieś się wymknąć. Trochę to dziwne. Pamiętałem, że nigdy nie unikałem towarzystwa, a teraz...? Moja podświadomość nakazywała mi pobyć w samotności. Zupełnie jakbym wcześniej żył sam, ale to przecież nie miało sensu.
Wtem w głowie zaświtał mi pewien pomysł.
- Słuchajcie mnie uważnie - mruknąłem i kucnąłem tak, aby zrównać się wzrokiem z rodzeństwem - Pobawię się z wami, jeśli tylko znajdziecie Emme. - zaproponowałem. Kay i Silla wyraźnie ucieszyło się z tego, a ja byłem pewny, że kto jak kto, ale oni na pewno szybko nie znajdą mojej siostry. Podekscytowani pobiegli w zupełnie innym kierunku niż schowała się młoda.
W tym momencie skorzystałem z okazji i wymknąłem się z wioski, biegnąc w głąb lasu. Moje nogi jakby miały własny rozum, skierowały mnie nad mały staw. Od razu się domyśliłem. To było miejsce, w którym doszło do wypadku. Szczerze mówiąc to nie miałem pojęcia czemu właśnie tu trafiłem. Pokręciłem głową. Podszedłem do krawędzi brzegu, schyliłem się i dotknąłem tafli lodu. Coś się tu nie zgadzało. Skoro niedawno, bo kilka dni temu, o mały włos się tu nie zabiłem to czemu nie żadnych śladów? Lód był gładki.
- Nie... - mruknąłem i złapałem się za głowę. Nagły ból przeszył moje ciało. Upadłem na ziemie i wtem przeniosłem się jakby w inne miejsce, chociaż... nie. Miałem wrażenie, że oderwałem się od swego ciała. Była noc. Ujrzałem tego samego chłopaka co kiedyś w wizji... 

Był podobny do mnie, ale miał białe włosy i niebieskie oczy. Wszystko zaczęło się od pękającego lodu. Nastolatek wyłonił się z dokładnie tego jeziora, przed którym chwilę temu stałem. Poznałem go po okolicy. Chłopak był wystraszony i nie wiedział co się dzieje, ale gdy spojrzał na księżyc... uspokoił się. Czułem to samo co on. Energia płynąca ze srebrnej tarczy wypełniała nasze ciała. Napełniała ona nadzieją i pełnią życia.
- Czy to ja...? - wyjąkałem, powróciwszy nagle do pełnej świadomości. Leżałem na ziemi, na plecach. Poruszyłem delikatnie rękoma, aby mieć absolutną pewność, że nadal żyję.
- Nie wiem czy dobrze zgaduję, ale sądząc po twojej reakcji i miejscu, - odezwał się czyjś głos - wnioskuję, że tak, to byłeś ty dodała i w tym momencie nad moją głową ujrzałem czarny, koci łeb z zielonymi oczami. Ja je znałem...
- Ann? - zdziwiłem się - Co ty tu robisz?
Kocica przeskoczyła nad moją głową, lądując na moim brzuchu, po czym odwróciła się i usiadła.
- A któż inny wciąż przejmuje się twoim życiem? - odparła pytaniem na pytanie - Jestem tu po to co wcześniej. - wytłumaczyła krótko.
- Ale jakim cudem jesteś kotem? - zapytałem, wyciągając dłoń w jej kierunku, lecz szybko ją cofnąłem i podparłem się na rękach.
- Zapamiętaj to wreszcie - prychnęła - Jestem zmiennokształtnym duchem. Choć w sumie to teraz nieważne. Koniecznie musisz iść ze mną. - dodała.
- Dokąd? - spojrzałem na nią zaciekawiony.
- Byle dalej... - odparła, odwracając łeb - To chyba nie będzie trudne, prawda? Skoro już chyba rozumiesz, że Luke nie jest tym za kogo się podaje...
- Zorientowałem się już... - przyznałem nieco zły - Widziałem to wspomnienie... Teraz już wiem, że to co widziałem wcześniej nie było tylko zwykłymi wizjami tylko cząstkami mnie. - wyszeptałem .
- Robi się coraz ciekawiej... - mruknęła Ann, po czym zeskoczyła z mojego brzucha i przybrała ludzką postać. Tą, którą najlepiej zapamiętałem. Wyciągnęła ku mnie rękę i pomogła wstać. - Zabierajmy się stąd. Póki jeszcze...
- Proszę, proszę... - przerwał dziewczynie pewien złowieszczy głos. Odwróciłem się gwałtownie. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom.
- Luke... - wyszeptałem przez zaciśnięte zęby.
- Taka ładna i taka naiwna - wyszeptał przyjacielsko choć czułem od niego coś złego.
- Kim ty do cholery jesteś! - syknęła Ann.
- Przyjacielem - odparł blondyn - Trafiłaś w dziesiątkę, gdy stwierdziłaś, że nie jesteśmy ludźmi.
- To w takim razie kim jesteście. - spytała niepewnie zielonooka. Luke spojrzał na nią znudzony.
- To nie istotne - wzruszył ramionami - Zresztą nie różnimy się od siebie, aż tak bardzo. - westchnął i wtem czerwonooki wyciągnął przed siebie prawą rękę i pstryknął palcami. Zewsząd dobyły się różnorakie wycia dzikich zwierząt. Ciarki przyszły mi po plecach, gdy tylko wyobraziłem sobie jak przerażające istoty czekają w tym lesie. Nagle stworzenia wyłoniły się, ze swych kryjówek. Wilki, dziki, a nawet kilka ogromnych gadów. Wszystkie te szczerzyły ostre kły, czekając na sygnał Luka, który wyraźnie je kontrolował.
- Co to ma znaczyć! - warknęła Ann.
- Za dużo wiesz... - mruknął blondyn i wtem jego wyraz twarzy zmienił się diametralnie - Zabić ją! - ryknął, a ja przeraziłem się.
- Co ty chcesz...! - krzyknąłem, ale nim zdążyłem cokolwiek zrobić, blondyn zakrył mi usta. Nie wiedziałem jakim cudem tak szybko znalazł się koło mnie.
- Spokojnie Jack - szepnął mi do ucha - To już nas nie dotyczy. - dodał, po czym zadał mi cios w okolice szyi.


Za nim straciłem przytomność, ujrzałem jak dzikie zwierzęta szarżują na Ann. Jeśli ona zginie to będzie moja wina...!


--------------

Od Autorki: Żyję, ja jeszcze żyję. Agey zaraz by mnie zabiła za to, że tak bardzo zwlekałam z dodaniem rozdziału i one- shota, którego jutro zobaczycie. Jak dobrze być chorym ^^ Tak, prawdopodobnie do końca tego tygodnia siedzę w domciu. To są dopiero uroki przeziębienia xD
Przepraszam z góry za ewentualne błędy, literówki, powtórzenia. Tekst nie przeszedł jeszcze korekty ^^'
Więc rozdział już jest, one-shot pojawi się jutro, a 25 listopada kolejny chapter ^^
Pisząc ten miałam coraz większą ochotę, aby zilustrować moją historię. Chcielibyście coś takiego? W sumie jeszcze nigdy nie rysowałam komiksu, a mój styl nawiązuje nieco do mangi i anime tak więc pewnie nie wszystkim by to przypasowało... Nie wiem, zastanowię się jeszcze nad tym.
To chyba na tyle. Wracam do czytania Donten ni Warau. Obejrzał dziś kolejne odcinki anime i stanowczo nie mówię śmierci Tenki ;_; Dlatego wolę poczytać mangę, bo tam jest już więcej optymizmu ^^
P.S. Czy wiecie, że na szablonie znajduje się pewien chłopak o imieniu Aoba z anime DRAMAtical Murder z gatunku yaoi? Przyznam szczerze, że nie wiedziałam o tym, dopóki nie postanowiłam przyjrzeć się temu anime ^^

Do nastepnego! :3

29 października 2014

Rozdział XXII Obserwacja

- Cholera! - zaklęłam, spoglądając w dół. Było już tak blisko... Jack zaczynał mi wierzyć. Że też ci ludzie musieli się wtrącić! Szlag! I jeszcze ten blondas... Kiedy tylko się pojawił, instynktownie poczułam w nim coś niepokojącego. W dodatku wyglądało na to, że znał Mroza. Pytanie tylko czemu. Jack z zasady nie ufał obcym. Już do mnie i Agey podchodził z dystansem. Miałam jeszcze wrażenie, że to właśnie ten czerwonooki... jak on miał? A, Luke. Miałam wrażenie, że to właśnie on jest odpowiedzialny za tę całą szopkę z Burgess.


Zacisnęłam mocno zęby i ponownie okrążyłam okolicę, dokładnie ją penetrując. Szukałam przyjaciół. Niemalże od razu ich dostrzegłam, lecz byłam tym zaskoczona. Oboje znajdowali się w tym samym miejscu. Myślałam, że jeszcze szukali. Natychmiast zniżyłam lot i zgrabnie wylądowałam przed Agey i Sorrowem. I choć przybrałam ludzką postać to i tak zostawiłam ponownie smocze skrzydła. Wolałam nie dać się znów zaskoczyć.
- Macie coś? - spytałam na wstępie, wiedząc jaką uzyskam odpowiedź. Bestia popatrzyła na mnie, po czym położyła się na ziemi, by zdobyć się na odpowiedź.
- Wszystko widzieliśmy.
Uniosłam jedną brew do góry. Nie tego się spodziewałam. Spojrzałam wymownie na Agey, na co ona przewróciła tylko oczami.
- Nie do końca wszystko. - odparła - Dokładnie od momentu jak ci ludzie przeszkodzili.
- Serio? - spytałam z niedowierzaniem - Tak szybko wam się znudziło?
Przyjaciele spojrzeli po sobie.
- To nie tak... - zaczął niepewnie Sorrow.
- Właśnie - dodała Agey - Po jakimś czasie stwierdziliśmy po prostu, że to nie ma sensu i wróciliśmy do punktu wyjścia. Później ten gad usłyszał rozmowę pomiędzy tobą, a Jackiem i postanowiliśmy to sprawdzić. Resztę już znasz.
- Świetnie - mruknęłam zła. Ich rozumowanie czasem mnie dobijało. Co z tego, że świat wariuje...
- Jeszcze jedna rzecz mnie tylko zastanawia... Czemu ci ludzie w ogóle cię widzieli? - odezwała się nagle czarnowłosa. Zamrugałam nieco zaskoczona, a z moich ust dobyło się bezdźwięczne „co”. Pokręciłam głową.
- Nie mam bladego pojęcia. - odparłam.
- Czyli mamy kolejny problem? - spytał smok.
- Na to wygląda - odparłam, zdając sobie sprawę z tego co wydarzyło się kilkanaście minut temu.
- Do tego trzeba wymyśleć sposób na zabranie Jacka... - mruknęła Agey - Ci ludzie byli jacyś dziwni...
- A w szczególności ten blondyn - dodałam, gdy wtem w mojej głowie pojawił się pewien dość szalony pomysł. - Jeśli nie mogliśmy do tej pory zabrać Jacka po dobroci to można go zwyczajnie...
- Porwać? - dokończył za mnie smok, zupełnie jakby czytał w moich myślach. Jeszcze gdyby tego było mało, powiedział to z takim entuzjazmem, że zaczęłam się bać o to, jakie są jego intencje wobec Jacka...
- Serio? - zaciekawiła się Agey. Miałam wrażenie, iż nie mogła uwierzyć w to co wymyśliłam. Kiwnęłam głową na potwierdzenie.
- Jednak póki co, powinnyśmy trochę poobserwować okolicę, dowiedzieć się czegoś o tych ludziach i tym blondasie. - zaproponowałam.
- Niby jak ty to sobie wyobrażasz? - spytała Agey - Skoro mogą nas zobaczyć...?
- Prosta odpowiedź - mruknął Sorrow, znów jakby czytając mi w myślach.
- Nasze zmiennokształtne moce - odparłam - Jutro, pod bezpieczną postacią, rozejrzymy się po okolicy, a w odpowiednim momencie znów porozmawiam z Jackiem. Jednak póki co musimy nieco odpocząć, chociażby z dwie godzinki.
- Nie zapomniałaś o czymś? - spytał smok, podnosząc łeb z ziemi - Ja nie mam mocy.
- Ty zostaniesz na czatach - odparłam prędko i spojrzałam znacząco na Agey.
- W porządku - powiedziała niechętnie czarnowłosa.


Wszystko zapowiadało się całkiem obiecująco. Żałowałam tylko, że przez tego blondasa wszystko musiało się przedłużyć. Czerwone ślepia Luke’a nieco mnie przerażały, zdawały się mnie świdrować. Nie wierzyłam, aby mógł być zwykłym człowiekiem. Ludzie inaczej by zareagowali na taką istotę jak ja. Niestety nie przychodzi mi do głowy żadne stworzenie jakim mógł by być. Do tego ci mieszkańcy... Oni też nie mogli być normalni. O ile to w ogóle byli ludzi, biorąc pod uwagę fakt, że mnie widzieli. Wiem jednak jedno. Zostało co najmniej dwanaście dni do pełni, dzięki której Jack odzyska swoją postać. W tym czasie może się zdarzyć absolutnie wszystko. Muszę uważać na wszystko co się dzieje, a gdy sprawa z Jackiem zostanie rozwiązana, należałoby rozprawić się z Mrokiem. Nie byłam pewna co do intencji Mrocznego Pana. No bo czemu do tej pory wysyłał tylko koszmary, nie robiąc nic innego? Jego zachowanie miało drugie dno. Czułam to. Po za tym te jego stwory z walki na walkę stawały się coraz silniejsze, a ja nie miałam pojęcia czemu.
Jeśli tylko dorwę tego padalca to przyrzekam, iż zemszczę się za ten zamach...



~*~



Obserwacja. Ta czynność stała mi się bliższa w momencie, gdy Ann zdecydowała, aby zostać przy tym sztucznym Burgess.


Przemieniona w kota, bezczelnie łaziłam po okolicy, nie przejmując się absolutnie niczym. Podsłuchiwałam ludzi i to co słyszałam upewniło mnie w stu procentach, iż nie mógł to być dom Jacka, choć w rzeczy samej był bardzo dobrze odwzorowany z wyjątkiem zachowań mieszkańców.
Co jak co, ale doskonale rozumiałam byłego strażnika. Na jego miejscu, gdybym odnalazła swój dom, już nigdy nie chciałabym go opuścić. Nie wspominając już o obcych ludziach, którzy twierdziliby, iż to zwykła pułapka. A jeśli już o obcych... Wspominałam o tym, że nie znoszę nieznajomych? Nie? No to teraz powiedziałam. Na samą myśl przebywania z nimi, miałam ochotę uciekać jak najdalej. Czemu tak ze mną jest, nie wiem. To po prostu moja wyjątkowo dziwna natura, która każe mi zachowywać się tak, a nie inaczej.
Leniwym wzrokiem rozejrzałam się po okolicy. Dostrzegłam grube poduchy, będące wyłożone za okno do wywietrzenia na parapecie. Tworzyły one wyjątkowo kuszące miejsce do spania. Mimowolnie ruszyłam w ich kierunku. Jednym susem skoczyłam na nie i zwinąwszy się w kłębek, ułożyłam się po chwili na miękkim materiale. Mlasnęłam kilkakrotnie, szykując się do snu. Krótka drzemka po praktycznie nie przespanej nocy to naprawdę coś wspaniałego. Jednakże w wszystko co dobre zawsze szybko się kończy.
Nagle usłyszałam złowrogi okrzyk, a następnie poczułam ostre szarpnięcie. Natychmiast znalazłam się na ziemi, całkowicie zdezorientowana. Tylko dlatego, że byłam kotem, spadłam na cztery łapy. Posłałam wściekłe spojrzenie kobiecie, która równie złowrogo patrzyła na mnie.
- Ja ci dam, kocurze jeden, wylegiwać się na pościeli! - rzuciła oburzona, zabrała poduchy i zamknęła okno. Mało brakowało, abym się jej odgryzła. Na szczęście w porę oprzytomniałam. Byłoby niezłe zamieszanie, gdyby okazało się, że jakieś zwierze gada... Musiałam się bardziej pilnować, aby się nie zdradzić. Ta cała sytuacja zaczynała mnie lekko wnerwiać...
„Agey!” - usłyszałam znajomy głos w głowie i szybko się rozejrzałam. Kilka metrów po mojej prawej stał czarny kot. Miał zielone, połyskujące oczy.
„Ann?” - zdziwiłam się, patrząc na przyjaciółkę - „Znudziła ci się poprzednia postać?” - zapytałam.
„Mniej więcej.” - odparła i zbliżyła się do mnie - „Masz coś?”
Pokręciłam głową.
„Wszyscy zachowują się całkiem normalnie.” - dopowiedziałam. Bez zastanowienia ruszyłyśmy na przechadzkę po wiosce. Nie minęła chwila, a napotkałyśmy Jacka i jego siostrę. Rodzeństwo... Ciekawe czy w swoim poprzednim życiu też jakieś miałam. Czasem zastanawiałam się, ile straciłam w zamian za nieśmiertelność...
„O czym myślisz?” - zagadnęła zielonooka.
„Niczym szczególnym.” - odburknęłam jej, lekko przyśpieszając. Niestety wyglądało na to, że Ann tak łatwo nie odpuści.
„Wkurza cię, że nie znasz swojej przeszłości, prawda?” - spytała, zastępując mi drogę. Moje milczenie dało jej odpowiedź.
„Nie chcę o tym gadać.” - mruknęłam, spuszczając łeb.
„W końcu odnajdziemy te cholerne wspomnienia i nareszcie wszystko będzie tak jak powinno. Pamiętasz te słowa? Wielokrotnie podnosiłaś mnie w ten sposób na duchu. Trzeba walczyć.” - lekko się uśmiechnęła.
„Jasne.” - prychnęłam, wymijając Ann - „Nigdy cię nie zrozumiem...” - dodałam, po czym wskoczyłam na drewniany parapet i pomiędzy dwoma doniczkami, ułożyłam się do snu.

Nie widziałam czy Ann została. Zresztą... to było mało istotne.


----------------
Od Autorki: Żyję! Ja wciąż jeszcze żyję, choć przez szkołę to czasem można by pomyśleć, że nie... Tak, tym razem znów szkoła i kilka sprawdzianów rozwaliło mój plan dodania rozdziałów. Nie mniej jednak teraz jest już gotowy i można go czytać! Zachęcam do komentowania :)
Ostrzegam tylko, że nie było jeszcze korekty, bo byłam zbyt zmęczona xD

Teraz przejdę do ankiet. Jednak jeszcze trwa i zachęcam do głosowania. Natomiast jeśli chodzi o drugą już zakończoną to jest co omawiać. Co prawda tylko jedna osoba w niej zagłosowała(Ageynora Willow) ale jednogłośnie zdecydowała, że na Halloween pojawi się krótki One-Shot. Opublikuję go między 20:00-23:59 dnia 31 października. Trochę już z Agey poustalałyśmy i będziecie w lekkim szoku, gdy przeczytacie go. 
Jednak dla tych co woleliby jakieś grafiki mam dobrą wiadomość. Do One-Shota dodam jeszcze kilka ilustracji, które pomogą wam zrozumieć nieco wydarzenia.

Okey, nieco się rozpisałam, ale to nic. To prawie wszystko co chciałam Wam przekazać. Na koniec zostawiłam coś, moim zdaniem, specjalnego. Chciałam wam przedstawić, może beznadziejny, szkic znajdujący się na początku mojego zeszytu, w którym zapisałam wszystkie 22 rozdziały(a to nie koniec historii!) 

(kliknij, aby powiększyć)

Tak więc, to by było na tyle. Cierpliwości w wyczekiwaniu zwariowanego One-Shota i mam nadzieję, że tym razem ktoś to skomentuje, ponieważ poprzedni, świąteczny miał zero komentarzy.

Do następnego!

Ann Varcon